Bóg, honor, ojczyzna. I radar.
Żołnierze Legii Cudzoziemskiej uczą się, jak gołymi rękoma upolować dzika. Wojskowi US Army od siedmiu lat siedzą w gigantycznej piaskownicy zwanej Irakiem i bawią się w niej coraz to bardziej wymyślnymi zabawkami wartymi miliardy dolarów. Z kolei żołnierze Bundeswehry po 1945 roku nie robią nic, tylko ochraniają parady miłości w mundurach z lateksu. A polscy? Cóż… zamiast broni, wręcza się im radary i każe strzelać do kierowców. Efekt? Za chwilę będziemy gardzili wojskiem tak, jak już gardzimy policją.
Podobno w naszej zawodowej armii od niedawna panuje niepisana zasada: za darmo jest tylko prycza, grochówka i mydło pod prysznicem. Każdy, kto chce postrzelać, pojeździć czołgiem albo chociaż posiedzieć na pace Honkera (nazywanego polskim odpowiednikiem Hummera, choć to tak, jakby mortadelę nazwać odpowiednikiem Big Maca), musi na to zapracować. Gdzie? W przydrożnych krzakach, robiąc dobrze……urzędnikom i państwowemu budżetowi. Jak doniósł dzisiejszy „Super Express”, żołnierze zawodowi w Polsce coraz częściej zamiast z karabinami, pełnią wartę z radarami. I tym razem tabloidowi wierzę. Jednak wyłącznie dlatego, że w ubiegłym tygodniu spotkałem takiego dobrze wyposażonego żandarma na trasie nr 630, w połowie drogi pomiędzy podwarszawską Jabłonną a Nowym Dworem Mazowiecki. Ukryty ze swoim sprzętem w okopach, czyli rowie pokrytym bujnymi chwastami, wystawiał jedynie rękę, kierując broń w stronę wroga i naciskał spust. W całej swej okazałości ujawniał się kierowcom dopiero w ostateczności – i to z wyraźnym zażenowaniem, aby nie powiedzieć: wstydem. Wiem, bo padłem jego ofiarą.
Ja: Ładny ma Pan karabin. Nabity?
Żołnierz: Nabite to, niestety, ma pan. O, tutaj… 117 na „siedemdziesiątce”.
Ja: Zauważyłem, jak trawa się trzęsie, i pomyślałem, że jakiś jeleń zaraz wyskoczy na drogę, więc zwolniłem.
Żołnierz: Przykro mi bardzo, ale przydzielono nam nowe zadania w ramach obowiązków służbowych. Muszę Pana ukarać.
Ja: Rozumiem, że w ustawie o Żandarmerii Wojskowej pojawił się nowy paragraf: „Obrona ojczyzny przed piratami”. I to niekoniecznie morskimi.
Żołnierz: Tak jakby. Mamy odgórne rozkazy, by wspierać policję w jej zajęciach.
Ja: Ale tylko drogówkę czy kryminalnych także?
Żołnierz: Na razie tylko drogówkę. Ale kto wie, co będzie w przyszłym tygodniu.
Ja: Może zamiast radaru dostanie pan kask, pałkę i pójdzie na mecz?
Żołnierz: Daj Pan spokój. Parę miesięcy temu skusiłem się na całą tę „armię zawodową”, ale już drugiego dnia miałem dosyć, kiedy kazali nam kopać szambo przy nowym domu generała.
To tylko streszczenie 10-minutowej pogadanki z mundurowym. Jaki był jej finał (innymi słowy – jaką sumą się zakończyła oraz z pokwitowaniem czy bez), nie ujawnię. Martwię się natomiast o to, co wymyślą nasi wrogowie, gdy dowiedzą się, że jedynym celem, do którego mają szansę postrzelać nasi żołnierze są obywatele. Marnym usprawiedliwieniem jest fakt, że przynajmniej są to cele ruchome…
Szczerze mówiąc, nie przeszkadzałaby mi to wszystko, gdybym mógł pękać z dumy na myśl o tym, że żołnierze stojący na straży mojej ojczyzny dysponują siłą, środkami i sprzętem zdolnymi – w razie potrzeby – zmieść z powierzchni ziemi połowę Azji. Ale, niestety, tak nie jest. Pieniądze z drogowego desantu wojska trafiają do kasy urzędów wojewódzkich, czyli de facto do państwowej kiesy. Sprawy mają się więc następująco – podatki, które płacimy, trafiają między innymi na utrzymanie wojska. Wojsko to, zamiast szkolić się w walce tudzież w niesieniu pomocy w stanach wyjątkowych, zajmuje pozycje bojowe w przydrożnych krzakach i wyciąga z naszych kieszeni kolejne miliony, za które łatane są dziury w budżecie służby zdrowia, finansów publicznych itp.
Proponuję dać prawo do używania radarów, ścigania kierowców i ściągania z nich mandatów wszystkim niezadowolonym ze swego losu grupom zawodowym – pielęgniarkom, górnikom, hutnikom, taksówkarzom i strażakom. Niech każda z nich sama troszczy się o swój los właśnie w ten sposób. Wszystkim im będzie się żyło dostatnio, a deficyt finansów publicznych szybko zamienimy na nadwyżkę.
A tak poważnie – państwo powinno pomyśleć o tym, że niszczy obraz wojska w oczach obywateli. Gardzimy już policją, a za chwilę będziemy gardzili także ludźmi, których do tej pory mieliśmy za bohaterów, mężów stanów, obrońców honoru i ojczyzny. Już dziś, zamiast motta „Bóg, honor, ojczyzna”: mogą używać „Radar, wstyd, żenada”.
| następna » |
|---|




2010
Komentarze
http://motoryzacja.interia.pl/szukaj/news/wojsko-zatrzyma-za-predkosc,1275045
--------------------
Zobacz profil F1 2010 - Gra na Facebooku. Najświeższe informacje o F1 2010 - symulacji Formuły 1 firmy Codemasters.
http://www.facebook.com/pages/F1-2010-Gra/149181418444071?ref=sgm
Sam natknałem się na żandarma, który polował na trasie pod Olsztynem. Fakt - był w towarzystwie gliniarza, który siedział schowany w suce. Nie zmienia to faktu, że nie do tego wojsko służyć powinno...
Zgodnie z art. 129 ust. 1 Prawa o ruchu drogowym „czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie ruchem i jego kontrolowanie należą do zadań Policji". Uprawnienia jej funkcjonariuszy w tym zakresie wymieniono szczegółowo w ust. 2 (m. in. prawo do zatrzymania pojazdu).
Jednocześnie ust. 4 tegoż przepisu przyznaje wszystkie te uprawnienia policjantów także żołnierzom ŻW, ale tylko odnośnie:
* kontroli ruchu drogowego w stosunku do kierujących pojazdami Sił Zbrojnych RP,
* kontroli ruchu drogowego w stosunku do żołnierzy pełniących czynną służbę wojskową kierujących innymi pojazdami,
* kierowania ruchem drogowym w związku z pilotowaniem kolumn wojskowych.
Chyba jakiś łysy dresiarz z gimnazjum.
Przemyślałem - wyszło że jesteś idiotą.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.