Przyznajcie szczerze – kiedy widzieliście jakiegoś SUV-a przedzierającego się przez chaszcze, grzęznącego w błocie albo chociaż mknącego szutrową drogą prowadzącą przez środek pola buraków? No właśnie… Prawda jest taka, że samochodów tego typu nie kupują osoby aktywne, lecz ludzie, którym wydaje się, że siedząc za kierownicą takiego samochodu, będą: a) całkowicie bezpieczni, b) górowali nad innymi uczestnikami drogi. To zaś zazwyczaj oznacza, że są gorszymi kierowcami niż mój pies.

Znajomy mojego znajomego kupił jakiś czas temu Hondę CR-V. Nie ma dzieci, prywatnym samochodem przejeżdża rocznie mniej kilometrów niż ja rowerem, a gdyby któraś z opon jego auta dotknęła powierzchni innej niż asfalt, prawdopodobnie dostałby zawału serca i oddał samochód do serwisu (w kwestii aut jest większym pedantem niż detektyw Monk w kwestii kurzu na swojej marynarce). Mimo to uparł się na SUV-a. Dziwi mnie to, bo podobno sam jest niezłym kierowcą, dlatego podejrzewam, że kupił CR-V za namową żony.
Żołnierze Legii Cudzoziemskiej uczą się, jak gołymi rękoma upolować dzika. Wojskowi US Army od siedmiu lat siedzą w gigantycznej piaskownicy zwanej Irakiem i bawią się w niej coraz to bardziej wymyślnymi zabawkami wartymi miliardy dolarów. Z kolei żołnierze Bundeswehry po 1945 roku nie robią nic, tylko ochraniają parady miłości w mundurach z lateksu. A polscy? Cóż… zamiast broni, wręcza się im radary i każe strzelać do kierowców. Efekt? Za chwilę będziemy gardzili wojskiem tak, jak już gardzimy policją.
Podobno w naszej zawodowej armii od niedawna panuje niepisana zasada: za darmo jest tylko prycza, grochówka i mydło pod prysznicem. Każdy, kto chce postrzelać, pojeździć czołgiem albo chociaż posiedzieć na pace Honkera (nazywanego polskim odpowiednikiem Hummera, choć to tak, jakby mortadelę nazwać odpowiednikiem Big Maca), musi na to zapracować. Gdzie? W przydrożnych krzakach, robiąc dobrze…
Parę dni temu stwierdziłem, że Citroen C5 jest znacznie lepszym autem niż Volkswagen Passat. Następnego dnia wytrzeźwiałem, przeczytałem cały wywód raz jeszcze, poczułem suchość w gardle i wilgoć w spodniach i do dzisiaj kombinowałem, jakby tu wybrnąć z patowej sytuacji. Rozwiązanie było tylko jedno – znowu musiałem się napić.

Obawiam się, że za kilkanaście lat rząd zostanie zmuszony do tego, by obniżyć wiek emerytalny do jakiś 30 lat. Każdy, kto wejdzie w czwartą dekadę życia, będzie mógł liczyć jedynie na zajęcie polegające na czyszczeniu butów 15-latkom szefującym dużym firmom z branży telekomunikacyjnej i informatycznej bądź zaplataniu warkoczy 12-letnim specjalistkom ds. marketingu. Właśnie do tego doprowadzi wyścig szczurów, w którym nasze dzieci zaczynają uczestniczyć, jeszcze przed opuszczeniem porodówki. Gdy skończą miesiąc, rodzice nie kupują im gotowych grzechotek, tylko zestawy „zrób to sam”.
Francuzi robią tak samo dobre, a często nawet lepsze samochody niż Niemcy. Problem w tym, że ci drudzy mają znacznie więcej pieniędzy na notoryczne przekonywanie nas o tym, że jest zupełnie odwrotnie. I tak oto, za najlepsze auto w klasie średniej uznaje się Volkswagena Passata, podczas gdy tytuł ten powinien należeć np. do Renault Laguny albo Citroena C5.

Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego Polacy pałają tak wielką, ślepą miłością to wytworów niemieckiej motoryzacji? Jeden z moich znajomych próbował kiedyś wytłumaczyć to w ten sposób: germańscy oprawcy dziesiątki lat temu zjechali Polskę wzdłuż i wszerz (głównie czołgami), więc jako jedyni wiedzieli jak należy projektować auta „pod polskie drogi”. Później ten znajomy miał jakieś problemy z płaszczem i kapeluszem na pokładzie samolotu Lufthansy i od tamtej pory go nie widziałem.
Kierowcy, którzy murem stoicie za Donaldem Tuskiem-Kłamczuszkiem i którzy głosowaliście na Przaśnego Bronka. Dzisiaj piszę głównie do Was. Oto bowiem nadszedł właściwy moment, abyście zaczęli pluć sobie w brody. Rząd pokazał, gdzie i jak głęboko Was ma.

Już niebawem za obowiązkowe badania techniczne zapłacicie 300 zł (trzykrotnie więcej niż obecnie), za tablice rejestracyjne 160 zł (dwa razy więcej), a za wydanie dowodu rejestracyjnego 110 zł (także dwukrotnie więcej).
To nie brawura, nie nadmierna prędkość i nie pijaństwo są przyczyną tego, że na polskich drogach ginie co roku 5 tys. osób. Policja zrzuca winę na kierowców, aby ukryć fakt, że nie ma bladego pojęcia o tym, jak rozwiązać prawdziwy problem – fatalny stan techniczny milionów polskich aut.
Każda komenda policji ma swojego rzecznika prasowego. Każdy taki policyjny rzecznik ma słownik zwrotów i wyrazów, jakimi należy posługiwać się w obecności mediów. I jest to ten sam słownik, w którym kluczowe miejsca zajmują sformułowania ukazujące wybitne piękno polszczyzny. Takie jak: „kierujący pojazdem nie zachował należytej ostrożności”, „powodem zdarzenia była brawura” bądź „zdarzenie miało miejsce z powodu niedostosowania prędkości do warunków panujących na drodze”.
Przez lata BMW uchodziło za markę dla tzw. ABS-ów, czyli osób o Absolutnym Braku Szyi. Dziś jej samochodami jeżdżą głównie ludzie wyznający zasadę ChWDP: Cholernie Wielka Dawka Przyjemności.

Mój sąsiad, który na co dzień jeździ Audi A4, stwierdził niedawno, że nigdy nie przesiądzie się do BMW, bo to marka o wątpliwej reputacji – kojarzy się ze środowiskiem „dżentelmenów” odzianych w sportowe stroje, uprawiających baseball uliczny i z fryzurami łagodnie przechodzącymi w plecy. Co ciekawe, nigdy nie siedział za kierownicą żadnego auta z Bawarii (chodź w sportowych butach chadza chętnie), a nawet nie miał okazji przyjrzeć mu się bliżej.
Rzeczy dobre warto kopiować. Zdarza się nawet (choć rzadko), że w ten sposób powstają rzeczy jeszcze lepsze.
Takie jak spot reklamowy Hyundaia wzorowany na Top Gear. Oto przed Państwem: Richard Hammond w roli chomika, znany dotychczas jako kapitan snuja James May tym razem we wcieleniu żółwia oraz Jeremy Clarkson-Rogacz.
Wiecie dlaczego pierwsze Cayenne odniosło tak wielki sukces rynkowy? Ponieważ okazało się autem dla ludzi, którzy zawsze chcieli mieć Porsche, ale nigdy nie mogli go sobie kupić. Przeszkodą zawsze okazywały się nie pieniądze, lecz… żony. Teraz te same żony mogą stanąć na przeszkodzie drugiej generacji Cayenne.

Z pierwszym Cayenne było trochę jak z sondażem na temat marihuany przeprowadzanym wśród młodzieży. Na pytanie „czy popalasz?”, 99 proc. z oburzeniem odpowiada: „nigdy w życiu”, lecz chwilę potem, tonąc w gęstym dymie, przez tydzień szuka swojego pokoju w akademiku. Przypomina mi to moment, gdy w 2002 roku na światło dziennie wyjechał Cayenne. Nie znam absolutnie nikogo, kto powiedziałby wtedy: „Och, jaki piękny samochód. Pędzę go kupić!”. Znam za to wielu takich, którzy zarzekali się, że stracili do Porsche szacunek, Cayenne uznali za najbrzydsze auto świata, a tydzień później… już nim jeździli.
Na każdym kilometrze drogi w przeciętnym polskim mieście stoi średnio ponad 100 (!!!) znaków drogowych. Obecnie mamy już 430 symboli tzw. znaków pionowych i co rok dołącza do nich kilka kolejnych. Proponuję, aby wszystkie je zastąpić jednym ostrzegawczym: „Uwaga! Idioci na drodze!”.

Ludzka wyobraźnia – podobnie jak ludzka głupota – nie zna granic. Najgorzej jednak, kiedy obie idą ze sobą w parze, a do tego mają swoje źródło w nudzie. Badania psychologiczne przeprowadzone przez naukowców z Keele University w Wielkiej Brytanii dowodzą, że w przypadku wielu osób nuda uwalnia twórczą wyobraźnię. Sporo na ten temat mogą powiedzieć pracownicy Ministerstwa Infrastruktury oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, bezpośrednio odpowiedzialni za oznakowanie polskich dróg.
|